Na zajęciach z
mindfullness trzymaliśmy w dłoni rodzynki. Naciskaliśmy na nie i
sprawdzaliśmy, jakie wydają dźwięki. Liczyliśmy zmarszczki na ich powierzchni. Zapamiętywaliśmy,
jakie to wrażenie, gdy dotykają naszych warg.
Ze stu kartek z przymiotnikami kreowaliśmy wizje swoich
osobowości, kolorowe i zrozumiałe tylko dla nas. W półśnie słuchaliśmy fantazji
o tym, co kryje się pod podłogą.
Kluczyliśmy po podwórku i przerysowywaliśmy swój własny,
charakterystyczny sposób poruszania. Oglądałam kamyk z aniołem, który złamał
się w połowie.
Naprawdę będzie mi brakowało warsztatów na Wydziale.